Nowe wydanie biblii romańskiej

Od kiedy się dowiedzieliśmy, że powstaje nowa edycja książki prof. Zygmunta Świechowskiego, siedzieliśmy jak na szpilkach – Autor zapowiadał nie tylko nowy, poręczniejszy układ tomu, ale też, co dużo ważniejsze – że przygotowania trwają tak długo, bo wiele opisów trzeba uzupełnić, a nawet gruntownie zmienić: przez dekadę, jaka minęła od wydania „Architektury romańskiej w Polsce”, odbyło się wiele badań terenowych, sesji naukowych, ukazywały się stawiające wiele zabytków w nowym świetle publikacje, a także rozwinęła się technologia. I tak doczekaliśmy się: „Katalog architektury romańskiej w Polsce” prof. Zygmunta Świechowskiego jest nie tylko elegancki. Na szlaku romańskim jest niezbędnikiem. Bo jak tu my, skromni amatorzy, mielibyśmy wychwycić mnóstwo ledwo dostrzegalnych detali, niuansów i niespodzianek, które zachowały się w polskiej, okaleczonej często boleśnie romańskiej architekturze?

Nasze wydanie z 2000 roku jest kompletnie zajeżdżone. Odpada mu okładka, wylatują kartki, coś się poddarło, gdzieś się zagięło. Podróżowało z nami w kieszeni drzwi auta, w torbie, w bagażniku. Zawsze na wierzchu, gotowe do wyjęcia. Teraz czeka je zasłużona emerytura na honorowym miejscu regału – to zasłużony egzemplarz. Nie tylko dlatego, że tak wiele zawdzięcza mu Album Romański, ale także dlatego, że jest w nim autograf autora :)

Nowa wersja (trzeba powiedzieć „wersja”, nie „wydanie”, bo zmieniło się naprawdę sporo) przede wszystkim wygląda lepiej: Autor zrezygnował z kolorowych zdjęć na rzecz czarno-białych; w poprzedniej edycji kolorowe zdjęcia zdradzały często, niestety, nienajlepszą jakość. Co równie ważne, zdjęcia nie są już zgromadzone na końcu, lecz towarzyszą opisom (a wiele kartek z naszego egzemplarza wypadło właśnie podczas rozpaczliwego przerzucania stron, żeby opis i stan faktyczny skonfrontować z fotografią). Pozwolimy sobie zdradzić, że pojawił się w pewnym momencie prac nad książką pomysł, by opisy wyposażyć także w orientacyjną mapkę, pokazującą lokalizację zabytku w miejscowości – i szkoda, że z tego zrezygnowano. Z doświadczenia wiemy, że byłoby to bardzo pomocne na szlaku. Są za to, jak poprzednio, schematy budowli, nieodzowne do zrozumienia każdego z zabytków. Drugim brakiem, na co wskazywał także jeden z naszych Czytelników na forum, jest pominięcie informacji o dostępności obiektów. Bolesne jest to w przypadkach, gdy np. relikty budowli przysypano grubą warstwą ziemi, jak w Zawichoście (marzy się nam, by takie zabytki jakoś jednak eksponowano – nikt nam nie wmówi, że przy dzisiejszych technologiach nie da się tego zrobić bez szkody dla reliktów. Ale przy dzisiejszych funduszach na opiekę nad zabytkami, zwłaszcza prowincjonalnymi...). No ale łatwo zapomnieć, że książka prof. Świechowskiego nie jest jednak przewodnikiem turystycznym...

Naprawdę ciekawie się zaczyna przy lekturze opisów, które zostały wzbogacone o najnowsze odkrycia archeologów architektury. By podać tylko kilka przykładów: swojego zabytku romańskiego doczekał się Gdańsk, gdzie na terenie Hali Targowej zlokalizowano relikty znanego jedynie ze źródeł kościoła św. Mikołaja, później przebudowanego po przejęciu przez dominikanów, a zniszczonego po zdobyciu miasta przez Krzyżaków. Badania węglem 14C potwierdziły inne przesłanki dowodzące, że pozostałości palatium i kaplicy na Ostrowie Lednickim, nie są jednak miejscem chrztu Mieszka I – bo zbudowano je około stu lat później. Wiele nowej wiedzy pojawiło się np. w przypadku kolegiaty w Opatowie, gdzie dotyczy ona międzywieżowej krypty, dobudowanej w drugiej fazie powstawania tego zabytku. Także Wawel doczekał się masy nowych ustaleń. Uzupełniona została dokumentacja zdjęciowa – zwłaszcza fantastycznie ogląda się fotografie sprzed wieku, na których widać nieistniejące już dziś relikty – np. ruiny przepięknego kapitularza cysterskiego w Jędrzejowie, które stały tam do lat 20. XX wieku, przywodzące na myśl analogiczny kapitularz w Wąchocku. Niektóre zdjęcia zaktualizowano – np. te z Tumu pod Łęczycą, gdzie wnętrze zyskało wreszcie godny wygląd (np. podwieszono drewnianą podsufitkę pod żelbetonowym sklepieniem zbudowanym po wojennych zniszczeniach), a przepiękną polichromię z apsydy zachodniej odrestaurowano. Nie będziemy Państwu psuć przyjemności z lektury – dalsze nowości polecamy tropić samodzielnie (zwłaszcza w terenie!).

Co tu dużo mówić, książkę prof. Świechowskiego traktujemy jak romańską biblię. I nie odmówimy sobie w związku z tym przyjemności pochwalenia się, że Autor zechciał wspomnieć o Albumie Romańskim we wstępie! Wspomniał także o Was, drodzy Goście naszej strony, pisząc że strony Albumu są

„odwiedzane i wzbogacane przez setki fanów architektury wczesnopiastowskiej. Niektórzy spośród nich nawiązali ze mną kontakt (...). Życzę, ażeby moja książka, choć niedoskonała, ułatwiła im odkrywcze podróże na szlaku romańskim”.

Czego i my Wam serdecznie życzymy.

PS. Z niepokojem sprawdzamy, co nowego o Czchowie – wyeksponowany dziś na czchowskim rynku lew z nieistniejącego kościoła romańskiego, którego bardzo lubimy, budził wątpliwości co do swojej romańskości. Oddychamy z ulgą: romańskość lwa została zweryfikowana pozytywnie :)

share