Kościelec k. Pińczowa - kościół św. Wojciecha, fragmenty z XIII w. Empora z triforiami

W dół Wisły od Krakowa, znajdujemy Kościelec Pińczowski, zwany również Proszowickim. Znajdujemy nie bez trudności - na słabo oznakowanych drogach, przyjeżdżając tu po raz pierwszy, zgubiliśmy się na dobre. Po raz drugi przyjechaliśmy wyposażeni w GPS i... też się zgubiliśmy.

Tutejszy kościół pod wezwaniem św. Wojciecha ufundował około roku 1230 biskup krakowski Wisław z Kościelca. Później, w okresie reformacji świątynia ta została zniszczona i w XVII wieku odrestaurowana w stylu barokowym.

Bryła kościoła tworzy zaskakującą mieszankę kształtów, kolorów i materiałów budowlanych. Właściwie wygląda, jakby ktoś właśnie zdejmował z niego formę gipsową... Konserwatorzy wykonali tu znakomitą robotę, odsłaniając i rekonstruując portal i szczytową ścianę kościoła. Partie romańskie są zbudowane z ciosów wapiennych, później uzupełnianych cegłą, a większa część budowli (oprócz okolic portalu, ceglanego szczytu i apsydy) otynkowana i pomalowana na żółto. Nawa główna została podniesiona, a całość obudowana różnymi barokowymi przybudówkami tworząc przedziwny twór, który mało przypomina romański kościół.

Od strony wschodniej zwraca uwagę wyjątkowo wysoka apsyda zdobiona lizenami połączonymi fryzem arkadkowym. Na środku znajduje się nisza mieszcząca krzyż, z dwiema niewielkimi płaskorzeźbami po bokach. Są to wtórnie tu zapewne wmurowane stacje drogi krzyżowej - po lewej stronie znajduje się biczowany Chrystus, po prawej - św. Weronika z chustą. Apsyda również została podniesiona.

Od strony zachodniej natomiast znajduje się piękny, uskokowy portal z misternie zdobioną archiwoltą i półkolumienkami o kielichowatych głowicach. W całości zachował się trzon jednej z kolumienek, zdobiony ornamentem roślinnym, reszta została misternie zrekonstruowana. Konserwatorzy uzupełnili brakujące elementy ich wersjami bez dekoracji rzeźbiarskiej. Na podstawie zachowanych fragmentów kolumienek i archiwolty możemy się domyślać, jak niezwykle piękny i misterny był ten portal pierwotnie. Po prawej stronie portalu odnaleźć można ślady płaskorzeźby (?) przedstawiającej niewolnika, a w każdym razie robotnika z kilofem. Po obu stronach portalu znajdują się smukłe i zamknięte półkoliście nisze. Wokół portalu odsłonięto i otoczono barierkami pierwotny poziom gruntu.

Jednak to, co w Kościelcu najważniejsze, znajduje się w środku. Ale dostać się do środka nie jest łatwo. Kościół oczywiście jest zamknięty, ale przyjechawszy tu po raz pierwszy, byliśmy bardzo zdesperowani. Sympatyczny i pełen zrozumienia dla naszego zapału proboszcz odesłał nas do kościelnego, bo to kościelny ma klucze. Ów wysłał z nami swoją nastoletnią córkę, która z anielską cierpliwością znosiła nasze zachwyty nad pięknem romańskiej architektury. Za drugim razem poszliśmy po rozum do głowy i przyjechaliśmy w niedzielę, w porze mszy.

Kościół św. Wojciecha jest trójnawową bazyliką emporową, zamkniętą półkolistą apsydą, bez transeptu. Całość została przekształcona w czasach baroku. Romańska pozostała tu tylko empora, która jest tutaj najciekawsza.

Empora ta znajduje się nad nawami bocznymi i otwiera się do nawy głównej dwoma pękatymi biforiami na wysokości prezbiterium, a co najważniejsze - sześcioma triforiami o pięknie zdobionych, podwójnych kolumienkach, z których każda para ma inny kapitel. Triforia są spięte archiwoltami i wypełnione cegłą, co tworzy interesujące połączenie kolorystyczne z wapieniem.

Empora robi niezwykłe wrażenie i w połączeniu z innymi zachowanymi tu reliktami - uruchamia wyobraźnię. Jak pięknie musiała kościelecka świątynia wyglądać, nim nadeszła barokowa katastrofa budowlana... Kościelec to nasze pierwsze miejsce w kategorii "Empora". Specjalne podziękowania dla kościelnego z rodziną!

 
share